MAJA
Obudziłam
się zlana potem. Znowu śnił mi się ten koszmar jest bardzo straszny jak dla
mnie . W jednej chwili goni mnie coś przerażającego i słyszę wołanie Michaela ,
żebym uciekała i krzyk Lilki , a później sceneria się zmienia i dla odmiany
leżę w wannie w łazience pełnej okien . W każdym widzę coś strasznego . W jednym Mikiego I Lil
jako zoombie , w drugim tak jakby pełno
krwi a w innych…szkoda gadać. Najgorsze jest to , że ja mimo tego snu boję się
łazienek z oknami. Wiem , to dziwne . Wariatka ze mnie .
‘Cóż to tylko sen’ pomyślałam i spojrzałam na zegarek .
Dziewiąta , wcześnie jest jeszcze . Obok mnie słodko pomrukiwała Nala.
Wstałam z
łóżka i poszłam na dół do kuchni . Nie spodziewałam się nikogo zastać , tak też
było. Mama i tata są w pracy . Jak zwykle . To znaczy oprócz Niedziel , ale
dziś była sobota .
Za
specjalnie głodna nie byłam więc po prostu nałożyłam Nali karmę a sama napiłam
się i pomaszerowałam z powrotem do pokoju .
Zastanawiałam
się nad tym co by tu porobić i w końcu wpadłam na pomysł , że pójdę się przejść
. No cóż, w pidżamie nie wyjdę i w obecnym wyglądzie buzi też , więc udałam się
do łazienki ( spokojnie nie ma tam okien ) w celu doprowadzenia się do ładu .
Gdy skończyłam
z ‘upiększaniem’ – nie , żeby mi to cokolwiek pomogło – zabrałam się za
rozczesywania włosów . To była masakra , dosłownie . Czasami ich tak nie znoszę
, że z chęcią bym je obcięła . Ale nie mogłam – naraziłabym się wtedy na gniew
Lily u Michaela oraz wszystkich cioć. Ciężkie życie .
-No dobra co by tu nałożyć – powiedziałam bez celu.
Stałam nad
szafą pełną ubrań i nie miałam żadnego, kompletnie żadnego, pomysłu . W końcu
zdecydowałam się na jasnoniebieskie rurki i kaszmirowy , jedwabny podkoszulek ,
Cieszyłam się , że przynajmniej czerń moich włosów idealnie kontrastowała
z czerwienią . No cóż , wiecie za barwną postacią nie jestem : czarne włosy , biała cera.
Normalnie wampir! Ha, ha .
Zbiegłam na
dół , wpadając przy okazji na hmm… kilkanaście rzeczy (po co ten pośpiech ,
dziewczyno?) łapiąc przy okazji torebkę i telefon . Na dole włożyłam czerwone ,
zamszowe botki na koturnie , kaszmirowy
płaszcz i całość dokończyłam czarnym szalikiem . Za brak czapki Mikki by mnie
zabił .
Szłam ulicą
, wszędzie w około ziemię pokrywała biała puchowa pierzyna ze śniegu .
Delikatne płatki spadały , przylepiając mi się do włosów . Kocham zimowy
krajobraz.
‘Dobra , co
by tu porobić? ‘ zastanowiłam się . Idąc ulicą przeglądałam telefon myśląc z
kim się spotkać . Lily nie mogła , z innymi jakoś nie miałam ochoty gadać , a z
Michaelem …No cóż , skoro mam wybierać nudy a wybaczenie mu , zdecydowanie
wybieram to drugie . Znalazłam jego numer, co w cale nie było trudne, i
zadzwoniłam
- Halo? – odezwał się . Jak dobrze znałam ten głos. Na końcu
świata bym go rozpoznała .
-Cześć Mikki , to ja! – powiedziałam wesoło . Och proszę
tylko nie zaczynaj tego tematu – co robisz dzisiaj ?
-O , kto tu dzwoni… -zaśmiał się.
- Mogę się rozłączyć jak chcesz –poczułam się troszeczkę
urażona.
-Jejku , Majka nie przesadzaj
-Wcale nie przeszkadzam…
-Dobra , koniec- przerwał mi w połowie . Ładnie to
tak?- Co chcesz?
-A muszę czegoś chcieć żeby zadzwonić? – znowu mnie wkurzał.
–Jak tak to Bay!
-Majka ogarnij się! – krzyknął na mnie – Nic nie musisz chcieć
. Po prostu.. po prostu wczoraj byłaś zła , tak? Więc zaskoczony jestem że
dzwonisz.
Szlam ulicą mijając zabieganych ludzi . Pewnie musiałam śmiesznie
wyglądać z miną na wpół zadowoloną i wkurzoną . Ale co tam .
-Dobra , fajnie …- chciałam coś jeszcze dopowiedzieć ale
uznałam że to bez sensu .-Co robisz dzisiaj?
-Hm.. a gdzie jesteś? – spytał już trochę uspokojony. – Przyjadę do Ciebie .
Rozejrzałam
się wkoło . Nie było tu za fajnego miejsca do spotkań . Same sklepy i takie tam
bzdury . Nawet dobrze własnej pozycji określić nie mogłam więc jak mnie
znajdzie? Nagle pomyślałam o parku . Tam będzie idealnie .
- Ja jestem … no coż... hmm… nie wiem . Ale może w parku?
Tym naszym .- miałam nadzieje że o Nim pamięta.
-Jasne . Będę za pół godziny – odparł . Fajnie , co ja będę
robić przez pół godziny?! Dobrze że wzięłam iPoda przynajmniej muzyki posłucham
.
Rozłączyłam
się i pomaszerowałam dumnie w stronę parku . Trwała we mnie mieszanka kilku
uczuć . Złości , szczęścia , zrozumienia i zazdrości. Tak , zazdrości . Bo mimo
wszystko zawsze trzymaliśmy się w trojkę a teraz… teraz Michael zaczyna odwalać
numery . Aż cud , że dziś miał czas. Co to się stało.
Usiadłam na
ławce naprzeciwko fontanny . Pogrążyłam się w myślach słuchając mojego
ukochanego rock’a i przyglądałam się teraz zmarzniętej wodzie . W lato tu jest
pełno dzieci kąpiących się w zimnej , orzeźwiającej wodzie. Teraz maluchy
biegają i rzucają w Siebie śnieżkami a ich mamy rozmawiają między Sobą . Tylko
ja siedzę na tej durnej ławce sama . ‘Przecież musi przyjechać , to nie jego
wina , że ma daleko’ pomyślałam . Wiecie … zastanawia mnie czym tym razem
przyjedzie . Którym z jego ukochanych motorów czy czegoś . Bo Mikki… był bogaty
. Nawet bardzo bogaty . Jego tata miał własną firmę i był bardzo znanym i
cenionym prawnikiem . Nie , żeby ja i
Lilka należały do najbiedniejszych ale fortuna Pana Olafa przekraczała wszelkie
granice . Michael nie był zadowolony z kasy ojca. Gardził nią . No może mimo
wydatków na skutery itd. Oraz drogich prezencików dla mnie i Lil których z reguły
nie przyjmowałyśmy. Zawsze ale to zawsze gdy wykręcał taki numer coś Nam
kupował lub zabierał na zakupy . I to zawsze kończyło się kolejna kłótnią z
dziedzicem fortuny Gravenów.
Leciała
właśnie piosenka AC/DC „Born to be wild” gdy ktoś usiadł obok mnie . Myślałam
że to Mikky i już miałam zamiar rzucić
zimne ‘Cześć’ ale ten ‘ktoś’ mnie uprzedził .
-Cześć! – powiedział wesoło – To Ty jesteś Majka? – zapytał
-Ym … no taak… Kim jesteś? – może to nie było
najgrzeczniejsze z mojej strony ale chyba go nie uraziłam . Przynajmniej mam
taką nadzieję .
-Ja? Och co za gapa ze mnie. Jestem nowy w szkole . Nazywam
się Jack . – miły blondyn spojrzał na mnie niebieskimi oczami . – Chodzimy razem
do klasy .
-A no ta . Przepraszam. Co tu robisz? – zapytałam elokwentnie
.
Chłopak nie
był zły. Miał krótkie włosy i ciemną karnacje. Pewnie pochodził z Californii. Przyjemnie
się zapowiadała rozmowa .
-Tak przyszedłem pozwiedzać i Cię tu zobaczyłem Samą . Może
się przejdziemy? – spojrzał na mnie . Muszę przyznać , że był całkiem uroczy.
-Przejdzie się ale na pewno nie teraz – usłyszałam za Sobą
szorstki głos. Zawsze idealne momenty wybiera nie ma co. – Już jest zajęta .
- Jakoś nie widzę żeby była – odpowiedział zgryźliwie. –
Siedzi tu samotna więc przyda jej się odrobina miłego towarzystwo .
-Oj taaak..- powiedziałam bez sensu i bez celu . Nawet nie
wiem po co. Zapowiadało się chyba na małą kłótnię .
-Majka! – krzyknął Michael .
-Dobra dobra spokojnie . Przepraszam Cię jestem na dziś już
zajęta . Może kiedy indziej? – spojrzałam na niego zalotnie (przynajmniej
miałam taką nadzieję ) .- A Ty Mikki nie przesadzaj .
-Jasne , z przyjemnością . A teraz już raczej pójdę bo nie
jestem mile widziany . – powiedział zirytowany Jack – Cześc
-Poczekaj..- ale nie dokończyłam czując zimny wzrok
przyjaciela. Oj zaraz mu wygarnę . –
Albo Bay .
Taki właśnie
był Michael . Sam mógł a inni nie . Co było złego w tym że rozmawiałam z kimś
innym? On może się obściskiwać z jakąś
lalunią a ja z miłym kolegą pogadać nie mogę? To nie fer. Ale szczerze to nie mam siły na kłótnie . Niech mu będzie .
Popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem żeby nie komentował nic . Chyba
zrozumiał przekaz bo zacisnął wargi żeby zaraz potem się uśmiechnąć. Dobra ,
przez ten uśmiech zmiękłam . Wyciągnęłam ręce i się przytuliłam na zgodę .
-Nie było tego , okay? – zaproponował – To co robimy? I dlaczego
nie masz..
-Nie kończ! – wyswobodziłam się z jego objęć – Tak myślałam
żeby najpierw pójść na spacer, potem zahaczymy o sklep taki jeden i do kina? A
potem do mnie albo na lodowisko albo gdzieś i potem po Lilke . – trochę się rozkręciłam
za bardzo i pogubiłam ale okaaj.
- Mam lepszy pomysł – odpowiedział zagadkowo.